niedziela, 25 stycznia 2015

Pogrzeb Odyliona


„O święty Odylonie, dusz zmarłych patronie”
    Bardzo lubię stawać oko w oko z pogrzebem biskupa Odyliona. Malowidło z lat trzydziestych zeszłego wieku, znajduje się na wewnętrznej ścianie Katedry Ormiańskiej we Lwowie. Patrząc w stronę ołtarza odnajdziemy je po lewej stronie. Zanim napiszę o autorze przejmującego dzieła słów kilka o tym kim był Odylion, nie jest to bowiem święty powszechnie znany. Żył na przełomie dziesiątego i jedenastego wieku. Pod koniec życia pełnił godność opata słynnego klasztoru w Cluny. Był człowiekiem surowym dla siebie, ale pełnym dobroci dla innych. Podobno w czasie wielkiego głodu, w 1006 roku, bez wahania przetopił koronę i złote dary przekazane klasztorowi przez Henryka II. Uczynił to po to, by ulżyć doli ludu. Popierał też działalność literacką mnichów, choćby pisanie żywotów świętych.

                    

 Dlaczego pogrzeb i to w towarzystwie duchów? Walcząc z pogańskim kultem zmarłych zalecał Odylion modły za dusze zmarłych, w dniu 2 listopada, dzień po Wszystkich Świętych. Zwyczaj ten, jako Dzień Zaduszny, przyjął się w całym kościele. Odylion zmarł 1 stycznia 1049 roku. Według polskiej tradycji za życia miał spotkać się z Kazimierzem Odnowicielem. Znał owo domniemanie Jan Henryk Rosen (1891 – 1982). Sportretował Odyliona będąc w zgodzie z hagiograficznym żywotem świętego. Kondukt składa się nie tylko z ludzi ale i z duchów, radych z tego, że ustanowił Dzień Zaduszny – pamięci o zmarłych.
Wśród niosących trumnę żałobników widzimy samego Rosena, to ów przystojny mężczyzna odwrócony do nas twarzą. Kiedy ukończył dzieło swego życia miał 38 lat. Wypada pogratulować odwagi arcybiskupowi Józefowi Teodorowiczowi, ówczesnemu gospodarzowi  Katedry Ormiańskiej. Powierzenie tak odpowiedzialnego zadania artyście dopiero wchodzącemu na piedestał było gestem odwagi. Dzięki tej odwadze i geniuszowi Rosena, do dziś wielu turystów odwiedzających Lwów swoje pierwsze kroki kieruje na ulicę Virmeńską, do Katedry Ormiańskiej.
Jan Henryk Rosen, w 1937 roku, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby wykonać prace zlecone mu przez polską ambasadę. W USA pozostał do śmierci. Jeden z najwybitniejszych polskich artystów dwudziestego wieku, związany nie tylko ze Lwowem, do dziś nie doczekał się żadnej monografii.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz