poniedziałek, 16 października 2017

Reifstein - opowieść o Wielkiej Wojnie pewnego Wielkopolanina

Przed laty, w jednej z radiowych rozgłośni, zapytano mnie:
- Rumunia to w pana przypadku oczywiste, Huculszczyzna - można to zrozumieć, Morze Czarne - fascynujący temat, ale dlaczego nie napisze pan czegoś o swojej najbliższej małej ojczyźnie?


Minęło sporo czasu, zaszczepiona idea pochłonęła inne istotne projekty by ostatecznie objawić się jako… Reifstein. Opowieść o czasach odległych o stulecie, silnie związana z najbliższą dla mnie ziemią.

Będąc chłopcem słuchałem opowieści mojego pradziadka Szymona Krzymienia (1883 - 1979), walczył on na froncie I wojny światowej, był ranny pod Verdun. Stryj mego ojca, Wincenty Kruszona (1884 – 1915), na tej samej wojnie poległ pod Arras. Wielka wojna odcisnęła piętno na mojej wyobraźni.
Podróżując po Europie często, nawet w małych miejscowościach, spotykałem obeliski z nazwiskami poległych w latach I wojny światowej, tymczasem o poległych Wielkopolanach i Ślązakach nie mówiło się nic, w ich rodzinnych stronach trudno znaleźć miejsca upamiętniające jakże tragiczne losy.
O wielkiej wojnie na Zachodzie dowiadywałem się z przejmujących powieści Louisa Celina i Ernesta Hemingwaya.
Wincenty Kruszona zginął 8 maja 1915 roku. Miał niespełna  dwadzieścia jeden lat. Jak wielu Wielkopolan walczył w Armii Cesarstwa Niemieckiego. Tysiące takich jak on poległo, ich prochy rozsiane zostały głównie na francuskich polach bitewnych. Pozwolono byśmy skutecznie zapomnieli o ofierze złożonej z ich życia. Kilka tygodni po śmierci Wincentego rodzina otrzymała piękny dokument, odręcznie podpisany przez cesarza Wilhelma: Anioł pochylał się nad zabitym żołnierzem, ponad nimi widniały słowa z listu świętego Jana: „Wir follen auch unser leben für die brüder lassen” (My także winniśmy oddać życie za braci). Wcześniej rodzice żołnierza otrzymali skromną kartkę, napisaną przez Franza Kuffela, frontowego towarzysza broni Wicka, była odarta z wszelkiej chwały, za to wiało od niej trupim chłodem: 
        
Szanowni Państwo
Donoszę wam o waszym synie, pisze wam jako Wicek nie żyje. Pad przy szturmie pod miastem Arras. Pad dnia 8 maja o godzinie 5-tej popołudniu. Został zasypany ziemiom od gromu. Pozdrawiam was wszystkich Wicka  przyjaciel. Niech mu Pan Bóg da Niebo. Zostańcie z Bogiem.
(pisownia zgodna z oryginałem)

Nigdy nie potrafiłem się pogodzić z brakiem pamięci o poległych w latach wielkiej wojny Wielkopolanach i Ślązakach. Wstydliwy proces zapominania rozpoczął się od zarania niepodległości w 1918 roku. Pamięć o Wicku przetrwała, mimo, że poległ w pruskim mundurze, zasypany ziemią, po „gromie” jaki spadł na niego z nieba. Okazało się, że potrzeba napisania książki o tamtych czasach tkwiła we mnie bardzo mocno.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza