piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc z Janiną Kłopocką


Polichromie Kłopockiej są znakomitą ilustracją polskich świąt i obyczajów, w tym tych związanych z wiosną i Wielkanocą. Ich reprodukcje można zobaczyć w książce „Dom WielkoPolski”. Bibliofilsko wydana publikacja powstała dzięki pomocy Marszałka Województwa Wielkopolskiego

 


Dojeżdżając do Zakrzewa, zakręt za zakrętem, mijałem położone na północnych rubieżach województwa wielkopolskiego, krajeńskie wioski. Krajna to ziemia na skraju, tu kiedyś kończyła się Polska. Analogicznie patrząc z drugiej, zachodniej strony, kończyły się tu Niemcy. Jakże kusi poprowadzenie etymologicznej wycieczki w stronę odległej Ukrainy. Za kierownicą niemieckiego auta siedział znakomity poznański fotografik Andrzej Grabowski, to on namówił mnie do napisania opowiadania. Inspiracją miały być wykonane przez niego fotografie Roku Obrzędowego, cyklu obrazów zrealizowanych w 1937 roku, przez Janinę Kłopocką, w Domu Polskim w Zakrzewie. Odtąd miałem spory kłopot z Kłopocką. Świadomie postanowiłem abstrahować od dokumentowania losów artystki. Pogmatwane losy autorki Znaku Rodła pozostawiam dociekliwości historyków.  Patrząc na obrazy, starałem się dostrzec ślady bliskie ideom Zadrugi. Ponoć za sprzyjanie temu antyklerykalnemu, neopogańskiemu ruchowi komuniści aresztowali po wojnie Janinę Kłopocką. Ona sama musiałaby nam opowiedzieć, jak było naprawdę. Nie miałem prawa oceniać jej życiowych wyborów, dodawać do nich niczego, ponad to, co wyczytałem z zakrzewskich obrazów. Łatwo o nadinterpretację i grzech nadużycia. Przyjrzałem się utrwalonym na ścianach Domu obyczajom. Z ascetycznych kolorów spływa spokój. Choć to malowane na tynku freski, widać drzeworytniczy zmysł artystki, wyuczony w pracowni Władysława Skoczylasa. Harmonię pomiędzy ludźmi a naturą oddawała duchowa prostota obrazów. Symbioza piękna z dobrem i malarska dyscyplina dały klarowną kompozycję. Wszystko niczym u miejscowych kucharek, w ich sztuce gotowania potraw smacznych, wyważonych i pożywnych.
 
 
 
Tylko tak powinniśmy dziś opowiadać o Janinie Kłopockiej, nie znamy wszak, skądinąd jak tylko z książek, komplikacji świata, w którym powstała jej najsłynniejsza malarska praca. Świadectwa, nawet pozornie rzetelne, bywają złudne. Świat jest pełen niuansów, których nie uświadczymy w dokumentach, brak ich nawet w subiektywnych relacjach świadków. Historia to zaledwie sztuka spekulacji. Nie da się jej zbadać szkiełkiem i okiem, zmierzyć i opisać wedle z góry ustalonych wzorów. Opisywanie dziejów zawiera w sobie coś, czego przewidzieć się nie da, a co w decydujący sposób wpływa na ich bieg – to niedające się żadną miarą przewidzieć ludzkie emocje.


 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz